Miłość pod drzwiami urzędu

z mecenas Lior Beres rozmawia Karolina van Ede – Tzenvirt

 

Związek między partnerami z różnych krajów z pięknej przygody może zmienić się w biurokratyczne piekło. Od września działa Izraelskie Stowarzyszenie Par Międzynarodowych, które prawnie i społecznie wspiera pary mieszane i działa na rzecz zmiany procedur. Należą do niego również pary izraelsko-polskie.

 

Czy trzeba się zakochać, żeby zrozumieć, jak okrutną machiną potrafi być biurokracja?

W 2013 roku poznałam mojego partnera – Hiszpana. Rozpoczęliśmy proces regulacji jego statusu w Izraelu. Pojawiło się mnóstwo pytań. W tamtym czasie nie było ich komu zadać – istniało jedynie forum na portalu Tapuz. Tam spotykali się, dzielili doświadczeniami i poradami ci, którzy przechodzili przez te same procedury. W końcu powstała też grupa na Facebooku, która zresztą istnieje do dziś. Tam szukaliśmy wskazówek, jak poruszać się w biurokratycznym bałaganie. W końcu i ja zaczęłam się tam udzielać i pomagać innym, bazując na zdobywanym doświadczeniu. Równolegle zaczęłam studiować prawo i zrobiłam specjalizację w prawie rodzinnym. Nasza grupa rosła, była bardzo aktywna. Nagle zaczęła się pandemia. Wiele par znalazło się w sytuacji bez wyjścia: zostało rozdzielonych na wiele miesięcy. Nawet ci, którzy na co dzień mieszkali w Izraelu i utknęli za granicą po wybuchu pandemii, nie mogli wrócić do domu. Jednym z kryteriów wjazdu w tamtym czasie było posiadanie paszportu izraelskiego, a przecież nie wszyscy go posiadają. Państwo ich właściwie zignorowało.

Ta sytuacja dotknęła Cię osobiście?

Zmuszeni byliśmy z moim partnerem odwołać wyjazd za granicę ze strachu, że nie zostanie on wpuszczony z powrotem do Izraela. Wtedy zrozumiałam, ile to dla nas wszystkich znaczy, i że trzeba działać. Zaczęłam rozmawiać z ludźmi, którzy mieli siłę sprawczą, wysyłałam maile z informacjami o sytuacji naszej społeczności. W tym czasie odbyła się w Knesecie debata na temat wjazdu obcokrajowców do kraju i udało mi się dostać na nią zaproszenie. Siedziałam tam przy wielkim stole w towarzystwie ludzi na wysokich stanowiskach w rządzie i słuchałam, jak rozmawiali o dziadkach, którzy chcieli przyjechać na bar micwę wnuka, a nie mogli. Nikt ze zgromadzonych, ani członkowie Knesetu ani organizacji obywatelskich, nie wspomniał słowem o parach mieszanych. Zaczęłam więc opowiadać o naszej społeczności. O ludziach, których domem jest Izrael, którzy tu mają rodziny, pracują, płacą podatki, a nie mogą odwiedzić matki za granicą i być pewnym, że będą mogli wrócić. Państwa zmieniały swój status na „czerwony” z dnia na dzień. Partnerzy z naszej społeczności, którzy wyjeżdżali razem, nie mieli gwarancji, że razem wrócą.

Prawie wszyscy na tamtej debacie otworzyli ze zdziwienia usta. To była zupełnie nowa, nieznana im prawie grupa osób związanych z naszym krajem, które borykają się z problemem wjazdu. Tak naprawdę nikogo to nie obchodziło, oprócz przewodniczącego tej debaty (komitetu) Gilada Kariva, który w końcu najbardziej pomógł naszej sprawie.

 To był dla was punkt zwrotny?

Tak – to był moment, gdy zrozumieliśmy, że jeśli nie ja lub ktoś z naszej społeczności, to nikt za nas tego nie zrobi. Poinformowanie rządu i Ministerstwa Zdrowia o naszej sytuacji należało do Urzędu ds. obywatelskich, ale dla niego to nie był priorytet. Z punktu widzenia urzędników ważne było, żeby do kraju wjechało jak najmniej osób. Nie zadano sobie żadnego wysiłku, by rozróżnić między tymi, których wjazd do Izraela nie był konieczny, a tymi, którzy żyją tu na co dzień.

Myślisz, że państwo miało inny powód niż zdrowotny by nie wpuszczać ludzi takich jak twój partner?

Też zadałam sobie to pytanie. Kiedy Ministerstwo Zdrowia podjęło decyzję o zniesieniu pewnych obostrzeń, Urząd ds. obywatelskich nadal nie zgadzał się wpuszczać naszych bliskich. Sprawa ta dotarła w końcu do Knesetu, zajął się nią przewodniczący Komisji Konstytucyjnej – Gilad Kariv. To on nakazał urzędowi podporządkowanie się decyzjom ministerstwa.

Po mojej wizycie w Knesecie zaczęłam dostawać dziesiątki zapytań i e-maili w tej sprawie. Zwracały się do mnie pary, które były w podobnej sytuacji: zarówno te mieszkające już w Izraelu jak i te, w których jeden z partnerów jeszcze nie przyjechał do kraju i nie miał pojęcia, jak rozpocząć procedury. Byłam do dyspozycji, odpowiadałam na wszystkie pytania: ludzie w końcu znaleźli konkretny adres, pod który można je było kierować. Interesowało ich, jak załatwić ubezpieczenie społeczne i zdrowotne, jakie dokumenty są potrzebne, jak założyć konto w banku, do kogo dzwonić w przypadku problemów.

Mówisz tu niemal o wszystkim, co na powitanie otrzymuje każdy ole hadasz (nowoprzybyły w ramach aliji). Nieżydowscy przyjezdni wszystkim muszą zająć się sami.

Ole hadasz dostaje od państwa całą siatkę pomocy: zniżki, zwolnienia z podatków, pomoc w każdym aspekcie życia – w nauce języka, w znalezieniu lokum czy pracy. Ale najważniejsze jest to, że mają do kogo się zwrócić po poradę: jest państwo, Ministerstwo Aliji i Integracji i wiele różnych organizacji pozarządowych. W naszej społeczności jedyną osobą, która mogła pomóc, był partner, który sam nie miał pojęcia o procedurach. W rezultacie większość z tych par zwracała się o pomoc do prawników, co niestety bardzo dużo kosztuje.

Od połowy 2021 zajmowaliśmy się pomocą parom międzynarodowym właściwie na pełny etat, a we wrześniu 2022 założyliśmy stowarzyszenie. To był dla nas bardzo ważny krok: teraz, gdy zwracamy się o pomoc lub rozmawiamy z władzami, jesteśmy oficjalną, rozpoznawalną organizacją.

Pary międzynarodowe, mieszane – czyli jakie? W których jedna ze stron jest żydem/żydówką, a druga osobą innego wyznania?

Przyjęliśmy sformułowanie „pary międzynarodowe”, ponieważ nie zawsze chodzi o osoby, które są innej religii. Mamy pary, gdzie oboje są chrześcijanami lub muzułmanami. To, co ich rozróżnia, to przede wszystkim obywatelstwo. Kiedy jedna strona nie ma prawa powrotu do Izraela (hok haszwut).

Jak jeszcze działacie poza udzielaniem pomocy prawnej i wsparcia w ramach grupy Facebookowej? Znacie się też osobiście, spotykacie się, urządzacie imprezy?

Jak najbardziej. Nasza działalność skupia się na trzech celach. Pierwszym jest realna pomoc parom, które znalazły się w takiej sytuacji, wsparcie w sprawach prawno – urzędowych. Druga to walka o prawa par mieszanych, zmiana polityki przyjmowanej przez prawodawców, uświadamianie opinii publicznej o naszym istnieniu, upraszczanie procedur itd. Trzeci to działalność społeczna. Jesteśmy na Facebooku, gdzie miesięcznie odnotowujemy ponad 3,5 tysiąca komentarzy pod naszymi postami i na wszystkie odpowiadamy. Organizujemy też wydarzenia. 27 października odbyła się w Tel Awiwie inauguracja działalności naszego stowarzyszenia – nasza pierwsza oficjalna impreza. Zaprosiliśmy ponad stu gości, wśród nich byli również członkowie Knesetu, m.in. Evgeny Sova, Gilad Kariv, Gaby Lasky oraz zastępczyni prezydenta Tel Awiwu – Meital Lehavi. Pojawiły się pary z partnerami z całego świata.

Takie spotkania są bardzo ważne. Gdy spotykam z moim partnerem inną parę międzynarodową, czuję się jak w domu. Mamy wielki wspólny temat. Dzielimy te same smutki i radości. Zdarza się, że cudzoziemiec, mimo znalezionej tu miłości, nie umie lub ma problem z zaaklimatyzowaniem się w Izraelu, nie mówi jeszcze po hebrajsku. Borykamy się z podobnymi problemami.

To jest temat bardzo intymny: chodzi o miłość, o założenie rodziny, a proces regulacji statusu bezpardonowo w tą intymność ingeruje. Wiąże się z bardzo silnymi emocjami, wystawia na próbę. Uczucia to nie jest język urzędów. Dlatego tak ważne jest wsparcie społeczności.

Członkowie izraelsko-polskich par stanowią dużą część polskojęzycznej społeczności w Izraelu. To szacunkowo kilkaset osób. O jak dużej grupie zainteresowanych mówicie w ramach Stowarzyszenia?

Na Facebooku mamy 8500 członków. Według danych urzędu ds. ludności i imigracji w Izraelu jest 39 000 par będących w trakcie procesu regulacji statusu, zajmującego od pięciu do ośmiu lat. Tych, w których zagraniczny partner jest już obywatelem lub stałym mieszkańcem, są kolejne tysiące.

To sprawa całego Izraela, bo pary mieszane nie są przecież pożądanym elementem społeczeństwa z punktu widzenia żydowskiej kultury. Tu, gdzie mieszkam – w konserwatywnej Jerozolimie – małżeństwo czy partnerstwo z gojem i, co za tym idzie, posiadanie nieżydowskich dzieci, jest wielkim problemem. Rodzic, wyznający inną wiarę, też postrzegany jest jako zagrożenie. Wiem, że w Tel Awiwie podchodzi się do tego inaczej.

Po pierwsze bardzo przykro mi to słyszeć. Ja jestem z Tel Awiwu i tu rzeczywiście problem jest mniejszy, ale absolutnie nie przymykam oczu na to, jakie jest izraelskie społeczeństwo, i na jego dystans do obcych. Naszym zadaniem jest między innymi uświadamianie społeczeństwu, że tacy ludzie jak my istnieją i stają się częścią rzeczywistości. Zauważmy, że są to ludzie, którzy mimo ogromnych problemów biurokratycznych i oczywistych różnic kulturowych i religijnych decydują się na przyjazd i na życie tutaj. Czasem łatwiej byłoby, gdyby to partner izraelski wyjechał do innego kraju. Ich decyzje powodowane są miłością, chęcią bycia z drugim człowiekiem. Ich intencje są czyste. Decydując się na pozostanie w Izraelu cudzoziemcy, którzy często nie mają nic wspólnego z Izraelem lub jego kulturą, decydują się zostać Izraelczykami. Ludzie mają tendencję do myślenia, że Żydzi z zagranicznymi partnerami w końcu „zasymilują się” i stracą swoją tożsamość. Ja widzę to zupełnie inaczej: to my staramy się zbliżyć ich do nas. Wszystkie te pary stają się w końcu rodzinami izraelskimi.

Jedną z inicjatyw, które właśnie rozpoczęliśmy, by takie pary przybliżyć Izraelczykom, jest świeżo założone konto na Instagramie, gdzie pokazujemy osobiste historie konkretnych osób. Mamy nadzieję, że otworzy to ludziom oczy na nasze istnienie i na fakt, że izraelskiemu społeczeństwu w żaden sposób nie może to zaszkodzić.

Czy władze Izraela chętnie z wami rozmawiają?

Jak najbardziej. W poprzednim składzie rządu dotarliśmy do przedstawicieli całego spektrum politycznego rządzącej koalicji: do partii zarówno prawicowych jak i lewicowych. Chcemy rozmawiać ze wszystkimi, bo jest to problem dotyczący wszystkich, niezależnie od poglądów politycznych. Możliwe, że w nowym, powyborczym układzie sił będzie nam ciężej – bo ideologiczne założenia wygranych są mniej otwarte na nasza społeczność, na obcych. Ale jeśli zobaczymy otwartość do rozmów to jesteśmy chętni usiąść przy stole z każdym, kto wyrazi taką gotowość. Na razie nie zaprzestajemy współpracy z tymi, którzy już nam w naszej misji pomagają.

Izraelskie Stowarzyszenie Par Międzynarodowych w sieci:

האגודה הישראלית לזוגות הבינלאומיים
 
 

Autorzy

  • Karolina van Ede-Tzenvirt

    Karolina van Ede-Tzenvirt dziennikarka, prelegentka i prowadząca program kulinarno - kulturowy o Izraelu „Feesten & Falafels” w holenderskiej telewizji Family 7 . Redaktorka „Kalejdoskopu” i wydawczyni portalu. Autorka przewodników po Izraelu oraz książki „Zostawić za sobą świat. O poszukiwaniu tożsamości”. Mieszka w Izraelu od ponad 20 lat.

  • Lior Beres

    absolwentka Wydziału Prawa Uniwersytetu w Tel Awiwie, prawniczka od 2020 r. Założycielka Izraelskiego Towarzystwa Par Międzynarodowych. Od prawie 10 lat pozostaje w związku ze swoim hiszpańskim partnerem Gerardem