Mój głos też się liczy

Tekst: Aleksandra Zgoła, Harish, północny Izrael

Z powodu wybuchu wojny obywatele polscy w Izraelu nie zagłosują w niedzielnych wyborach parlamentarnych. Decyzja polskiego MSZ zaskoczyła ich tak jak wojna – ale czy na pewno nie dało się nic zrobić?

Wojna w Izraelu sprawiła, że po raz pierwszy od 19 lat nie zagłosuję w wyborach. Jestem Polką i Izraelką i mimo, że w Polsce nie mieszkam od 8 lat, bywam w niej często i śledzę wydarzenia polityczne. Czekałam na te najważniejsze od 30 lat wybory z niecierpliwością. Mimo tego właśnie odebrano mi głos.

Wraz z wybuchem wojny Izrael opuścili polscy turyści, część służb konsularnych i garstka polskich obywateli mieszkających tu na stałe. Jednak wielu z nas ma tu rodziny, tu jest nasz dom. Nigdzie się nie wybieramy. Likwidacja obwodu wyborczego w Tel Awiwie sprawiła, że zostaliśmy pozbawieni udziału w wyborach i nie zaproponowano nam żadnej innej formy oddania głosu. Dodatkowo wielu obywateli zostało bez możliwości odnowienia paszportów czy załatwienia innych formalności, które są absolutnie kluczowe i mogą uratować życie w tych trudnych czasach. Mam w sobie sprzeciw i wiele złości na zaistniałą sytuację.

Od redakcji: W komunikacie polskiego MSZ o odwołaniu wyborów w Tel Awiwie czytamy: „W trosce o bezpieczeństwo naszych obywateli, uwzględniając fakt, że Państwo Izrael znajduje się w stanie wojny oraz konsekwencje wynikające z zagrożeń i obowiązujących na terytorium Państwa Izrael ograniczeń w zakresie zgromadzeń, należało uznać te ryzyka i adekwatnie na nie zareagować. Pragniemy zauważyć, że dla Ministra Spraw Zagranicznych priorytetem pozostaje bezpieczeństwo obywateli RP, jak i niezakłócone przeprowadzenie głosowania”.

Na listę wyborców w Tel Awiwie zapisało się 1125 osób. Wyborcy ujęci w spisie wyborców w Tel Awiwie do 12 października mieli możliwość złożenia wniosku o zmianę miejsca głosowania, tak, aby zagłosować w Polsce. To rozwiązanie było aktualne dla tych, którzy w początkowych dniach działań wojennych wrócili do kraju. Reszta osób – szacujemy, że jest to do kilkuset osób – została w Izraelu bez prawa głosu.

Więcej informacji: https://www.gov.pl/web/dyplomacja/komunikat-msz15

 
numer 09 i 10
Agata Shteinberg

Co by było, gdyby

W pierwszym dniu wojny w południowym Izraelu zginęło ponad 1300 osób. Byli i tacy, którym udało się wyjechać na chwilę przed tym, zanim rozpętało się piekło. Niby umknęli śmierci, ale jak dalej z tym żyć?

PRZECZYTAJ »