Stłumiony płomień nadziei

tekst Julia Borysenko

Kiedy dwa lata temu Białoruś ogarnęły protesty, pojawiła się szansa, że w kraju uda się coś zmienić. Nikt nie przewidział, że układ polityczny się utrzyma, Rosja zaatakuje Ukrainę, a Białoruś stanie po stronie agresora. Białorusini mieszkający w Izraelu opowiadają o swoim rozczarowaniu.

Był rok 2020. W Białorusi odbywały się właśnie wybory prezydenckie, a atmosfera w kraju była niespokojna. – Samochody trąbiły na ulicach. W powietrzu wisiało napięcie. Było jasne, że za chwilę coś się wydarzy – wspomina Maksim, który w tym czasie planował swoją emigrację do Izraela. Gdy ogłaszano wyniki, w kraju na kilka dni zniknął dostęp do internetu. To jednak nie przeszkodziło większości Białorusinów w dowiedzeniu się o masowym i okrutnym biciu protestujących przez milicję. Zwykłych cywili chwytano, wywożono do aresztu śledczego i torturowano. Ta wiadomość wywołała jeszcze większą falę protestów. Im więcej osób okazywało swoją niezgodę, tym okrutniejsza była reakcja ze strony władzy. – Tak jak w Izraelu mówi się, że nie ma rodziny, w której ktoś nie ucierpiałby z powodu izraelsko-palestyńskiego konfliktu, tak i u nas nie ma rodziny, która nie zostałaby dotknięta tą sytuacją – mówi Masza, która po kilku latach od tych wydarzeń wyprowadziła się z kraju. 

Alisa, która wyemigrowała do Izraela jeszcze przed rozpoczęciem protestów, opowiada, że w kręgu jej bliskich mówiło się o zaginięciach znajomych osób. Tym, którzy musieli natychmiast opuścić kraj, po prostu załamało się całe życie – wspomina Alisa. 

Nostalgii nie będzie

Rok 2022. Kiedy samolot A. wylądował na lotnisku Ben-Guriona, w Ukrainie toczyły się już zaciekłe walki. Z powodu działań wojennych w sąsiednim kraju A. zmuszona była kilkakrotnie zmieniać plan podróży. Na pytanie o to, jak podchodzi do faktu, że Białoruś pasywnie wspiera wojnę, odpowiada tak: – Nie wspieram ani Białorusi, ani Rosji, ale też nie popieram polityki Ukrainy. Tak, Białoruś tu również zawiniła. Z naszego terytorium prowadzone są bombardowania. Cały czas zadaję sobie pytanie, dlaczego muszą przez to wszystko cierpieć zwykli ludzie. Ale też patrzę na sytuację z perspektywy – i mam tu na myśli to, co działo się przed wojną. Zawsze jest jakiś powód, nic nie dzieje się tak po prostu. Owszem, Rosja zachowuje się karygodnie wobec cywilów i nie powinna była przekraczać granic cudzego państwa. Ale Ukraina wcześniej prowokowała. I nie tylko Ukraina – Europa również. Każdy jest winien. Nie można powiedzieć, że wina leży tylko po stronie Rosji – mówi A. 

Maksim, który o wybuchu wojny dowiedział się będąc już w Izraelu, nie wierzy w to, że relacje między krajami wrócą kiedyś do poprzedniego stanu. Ani one, ani sentyment do przeszłości. – Nigdy nie rozumiałem nostalgii swoich rodziców za Związkiem Radzieckim. Kiedy przyjechałem do Izraela, nagle zrozumiałem. W Izraelu jest dużo kulturowych podobieństw. To, jak mieszkamy, albo ta wspólnotowość, za którą rodzice tęsknili. Bo tęsknili oczywiście za nią, a nie za kolejkami. Po inwazji zrozumiałem, że takiego poczucia wspólnotowości już nigdy nie będzie. Jeśli bombardują twoje miasto, nigdy tego nie zapomnisz i nigdy nie przebaczysz. 

– Do moich białoruskich przyjaciół, którzy teraz znajdują się na terytorium Ukrainy, ludzie odnoszą się jak do wrogów narodu – opowiada Alisa. – Nie mogą opuścić terytorium Ukrainy. Nie mogą też wjechać ani na terytorium Białorusi, ani Rosji. Kolegi, który jechał autobusem i chciał przekroczyć tranzytem terytorium Ukrainy, nie wpuścili. Powiedzieli mu, że ma białoruski paszport i jest wrogiem. 

Kiedy pytam o osobiste relacje z Ukraińcami, każdy odpowiada inaczej. Niektórym trudno rozmawiać ze znajomymi Ukraińcami z powodu ich negatywnego nastawienia do Rosjan. U innych jest dokładnie odwrotnie – właśnie z powodu wojny ich więzi się wzmocniły. Choć, jak mówią, starają się unikać tematów dotyczących sytuacji w Ukrainie lub rozmawiają o tym ostrożnie. 

Wartość najwyższa

Kiedy wyjeżdżasz z Białorusi, wyprowadzasz się skąd, a nie dokąd – mówi Masza. Większość moich rozmówców nie chce wracać do swojego miejsca urodzenia i nie wierzy, że sytuacja polityczna się tam kiedykolwiek zmieni. Jednak Natasza, która zarówno protesty w Białorusi, jak i wojnę w Ukrainie obserwowała będąc już na emigracji, wierzy w lepszą przyszłość dla swojej ojczyzny. 

Mieszkając w Izraelu, zrozumiałam, jak piękny jest białoruski naród. Białorusini mają świetną edukację. Bardzo żałuję, że posiadając zarówno ją, jak i niewolniczą mentalność, żyją w ubóstwie i codziennie są zmuszani, by skupić się właściwie tylko na przeżyciu. W Izraelu są inne priorytety. Jest wolność słowa, ludzkie życie ma wartość. Mam nadzieję, że pewnego dnia Białoruś się zmieni, a wartość człowieka stanie się wartością najwyższą. Nie ma wyjścia – to jedyna droga, by w Białorusi można było poczuć się swobodnie i zacząć żyć spokojnie i godnie.
Tak powinno się żyć w europejskim kraju.

Ponieważ sytuacja w Białorusi pozostaje niebezpieczna, imiona rozmówców zostały zmienione.

Autor

  • Julia Borysenko

    (ur. w 1995 roku w Kijowie) - studiowała psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS w Warszawie. Uczestniczyła w programie Erasmus, podczas którego spędziła jeden semestr na Uniwersytecie Friedricha Schillera w Jenie. Obecnie mieszka w Jerozolimie. Od kilku lat współpracuje z polskim kwartalnikiem Zupełnie Inny Świat, gdzie między innymi koordynowała numer poświęcony tematowi Ukrainy.