Sztuka pod ostrzałem

tekst Karolina van Ede-Tzenvirt 

Alija, wojna, skomplikowana tożsamość: filmy dokumentalne ukraińskich i rosyjskich studentów Akademii Becalela są złożonym świadectwem bólu ich pokolenia. 

Do jerozolimskiego baru o nazwie „Putin” wchodzi grupa studentów z kamerą. Veronika Reshetnikowa, Andrei Lozovitch i Pavel Dmitrochenko, uczniowie Wydziału Sztuki Ekranu Akademii Sztuk Pięknych i Wzornictwa Becalela, kręcą film dokumentalny. W barze mówi się głównie po rosyjsku, bywalcy popularnej miejscówki to młodzi imigranci z krajów byłego Związku Radzieckiego. Są Rosjanie, Ukraińcy, Litwini. Zza kamery słychać pytanie: „Czy „Putin” to aby dobra nazwa?”. Nikt tak do końca nie wie, co myśleć, nie zna się na polityce, nie interesuje go, nie jego problem – szczególnie tu, w Izraelu. Niby Putin zły ale ta nazwa taka fajna, taka chwytliwa. Veronika uśmiecha się do kamery, tworzenie filmu sprawia jej przyjemność. Zadaje pytania, dyskutuje, pali papierosa, pije piwo. Jest piękna, młoda, zapewne przed nią kariera w świecie filmu. 

W trakcie domykania prac nad filmem wybucha wojna. Twórcy dodają do niego kilka wymownych, wstrząsających scen ze zrujnowanych bombardowaniami ukraińskich miast. Czy teraz już jasne, dlaczego „Putin” to nieodpowiednia dla baru nazwa? – zdają się pytać młodzi filmowcy. 

Inne zakończenia

Veronika od jakiegoś czasu mieszka w Izraelu. Jej rodzina utknęła w oblężonej części Ukrainy i ich los wisi na włosku. Nie wiadomo, czy jutro będą bezpieczni, czy ich dom wciąż będzie istniał, czy będą żyli. Na pokazie filmów dokumentalnych zorganizowanych przez Akademię Becalela i przy współpracy Instytutu Polskiego Vika nie wyglada już tak jak w tamtym barze. Z jej oczu zniknął blask, z twarzy spontaniczny uśmiech. Wojna naznacza filmy swoim piętnem, z łatwością zmienia scenariusze. Dopisuje inne zakończenia – tak jak w filmie Petera Levina „Pierwsze pokolenie”. 

– To musi być wspaniałe, studiować w Becalelu – zagajam naiwnie, gdy studenci prowadzą mnie przez budynek uczelni. – Tak, było wspaniale, ale teraz jest wojna – odpowiadają krótko. Nietakt z mojej strony. Łatwo mi zapomnieć o wojnie gdzieś daleko, wyłączyć wiadomości i iść na falafel za rogiem.

W samym środku pandemii, w roku akademickim 2020/21, ta niewielka grupa studentów kończy kurs produkcji filmów dokumentalnych. Tej trudnej sztuki uczy ich Yisraela Shaer Meoded, reżyserka, badaczka i wykładowczyni sztuki filmowej w Akademii Becalela. Powstaje kilka krótkometrażowych dzieł – portretów ludzkich przypadków.

Na pokazie filmów w budynku kampusu Uniwersytetu Hebrajskiego na Har Ha-Tzofim pojawia się sporo osób. Większość to nowi lub starsi imigranci. Filmy są po rosyjsku, ale w dole ekranu przewijają się szybko białe, hebrajskie napisy. Tłumaczom nie do końca udaje się sprostać zadaniu. Nie ma w hebrajskim pewnych słów, nie ma odpowiedników niektórych pojęć i myślowych skrótów. 

Marzenia o raju

Pavel, prawdziwy artysta z podkręconym wąsem i burzą związanych w kucyk loków, sadza mnie przed niewielkim ekranem kinowym. Gasną światła, zaczyna się projekcja. Film Andreia Lozovitcha „Bez tytułu”, który pokazywany był na zeszłorocznym Jerozolimskim Festiwalu Filmowym, jest o wszystkich tych, których łączy rosyjski język, dorastanie w postkomunistycznym kraju, w którym mimo wolności nie udaje się zbudować dobrobytu i demokracji. Ten i pozostałe dokumenty opowiadają o ludziach, którzy mieli więcej szczęścia, bo mogli wyjechać do Izraela. Tam na pewno – zakładają – spotka ich pokój, demokracja, sprawiedliwość społeczna i dobrobyt. Tu autorzy zadają pytanie: i co, czy było warto? A może w Ukrainie czy w Rosji został większy skarb? Ukochany dziadek, komunistyczne, brzydkie bloki – jak w filmie Veroniki „Rozmowy z artystą”? Czy nawet kłótnie polityków w ojczystym języku, którego tak strzeże bohater Timura Gabriela Klimova w obrazie „O nim”? 

W Rosji było im niełatwo. Ciężko było w Ukrainie, gdzie już od lat giną ludzie, a teraz sytuacja sięgnęła wrót piekieł. Czy Izrael, choć tak daleko od znajomych krajobrazów, jest tym rajem, o którym marzyli? Czy to tu spełni swoje marzenia młoda Ukrainka z filmu Nikol Buki? Czy artysta z „Ukochanej ojczyzny” Pavla Dmitrochenko? 

Do Izraela przywożą ze sobą ciężki bagaż, także ten tożsamościowy. Żyją w bańce języka, kultury, mentalności. Bycie stamtąd jest ich domem. Tylko czasem dotykają tego zewnętrznego izraelskiego świata. Tam chyba tylko, gdzie muszą. Trzymają się razem, piją razem, bawią się razem. I rozumieją się wzajemnie. 

Ani stąd, ani stamtąd

Tę bańkę nagle przebija wojna. A może tylko tak mi sie zdaje? Nad filmami pracują razem Rosjanie i Ukraińcy. Koledzy z uczelni, Żydzi, którzy przyjechali do obiecanej ziemi, zrobili aliję i teoretycznie teraz są już tylko Izraelczykami. 

Dyskusja przy kawiarnianym stoliku, przy którym siedzę z trójką studentów, schodzi na delikatny temat. Kim są? Czy można ich wrzucić do jednego worka i określić mianem Izraelczyków z krajów byłego ZSSR? Rusim – tak jak ich nazywają sabres bez względu na kraj pochodzenia? Z drugiej strony – czy obrażą się, gdy powiem, że są Rosjanami lub Ukraińcami – tym bardziej, że w Izraelu powinno się być już tylko Izraelczykiem? 

– Skąd przyjechaliście? – zaczynam ostrożnie.

Pavel: – Ja jestem z Moskwy. 

Veronika: – A ja z Kijowa. 

– A dzisiaj? Jako Izraelczycy… – kontynuuję, ale wchodzą mi w słowo.

Pavel: – My nie jesteśmy Izraeczykami.

Veronika: – Nie jesteśmy ani jednymi, ani drugimi. Wiele razy zadawaliśmy sobie to pytanie: do jakiego narodu teraz należymy? Odpowiedź jest jedna: należymy do narodu imigrantów. Ale to oczywiste, że teraz, gdy wybuchła wojna – choć właściwie przecież trwa od dawna – moja ukraińska tożsamość i poczucie przynależności do tego narodu przybrało na sile. To dla mnie ważne, chcę głośno mówić o tym, że jestem właśnie z Ukrainy.

– Nie przeszkadza wam to teraz w przyjaźni, we wspólnej pracy? Jesteście przecież z wrogich sobie krajów.

– Tu, w Izraelu, to nie ma znaczenia; ważne jest to, co myślisz, po której jesteś stronie – mówi Pavel. – Przyjechałem z Rosji, cały świat nienawidzi teraz Rosjan, ale to przecież Putin napadł na Ukrainę, nie ja.
Tu jestem po prostu po właściwej stronie.

Veronice trzęsie się broda, w oczach zaraz pojawią się łzy. W Jerozolimie prowadzi internetowy sklep z używanymi ubraniami, a zarobione pieniądze oddaje organizacjom pomagającym uchodźcom z Ukrainy w Izraelu. 

Zasłona

Przy stoliku siedzi też izraelczyk, Daniel Abergel – student fotografii. Ma profesjonalny aparat, nieustannie robi nam zdjęcia.

– Chciałbym dodać coś od siebie. Urodziłem się tu, w Izraelu, studiuję z nimi od 3 lat. To moi koledzy, przyjaciele. Ale oni mają swój własny świat, swoją bańkę, do której my, Izraelczycy, nie zawsze mamy dostęp. Mają swój język, którego my nie rozumiemy, i który oddziela nas od nich ścianą. Dlatego trudno nam zrozumieć, jak bardzo różnią się od siebie. Dla nas to po prostu Rusim – a przecież mowa tu o różnych narodach, językach, polityczno-historycznych niuansach. Na widowni zobaczyłem ludzi siedzących z szeroko otwartymi ze zdziwienia oczami. Oni nie mieli o tym wszystkim pojęcia, odkryli dzisiaj świat, który przecież funkcjonuje tuż obok nich. Ja sam zajrzałem dziś za tę zasłonę. 

Przy kawiarnianym stole zostawiam wrażliwych artystów, młodych ludzi, którzy będą musieli podjąć jeszcze niejedną walkę. Niełatwo było żyć w swoim kraju, a potem go opuścić. Jeszcze trudniej jest znaleźć swoje miejsce w Izraelu i zmagać się z kryzysem tożsamości. Teraz muszą dodatkowo wziąć na swoje barki strach i żałobę. Cały ten ciężar, jaki niesie ze sobą wojna. 

Pokaz filmów odbył się 11 maja w Akademii Sztuk Pięknych i Wzornictwa Becalela w Jerozolimie. Pokazowi towarzyszyła debata na tematy związane z krajami byłego Związku Radzieckiego z udziałem twórców, badaczy i dziennikarzy. Współorganizatorem był Instytut Polski w Tel Awiwie.

fot.: Daniel Abergel
fot.: Daniel Abergel

Autor

  • Karolina van Ede-Tzenvirt

    (ur. w 1977 r.) dziennikarka, prelegentka i prowadząca program kulinarno - kulturowy o Izraelu „Feesten & Falafels” w holenderskiej telewizji Family 7 . Redaktorka „Kalejdoskopu” i wydawczyni portalu. Autorka przewodników po Izraelu oraz książki „Zostawić za sobą świat. O poszukiwaniu tożsamości”. Mieszka w Izraelu od ponad 20 lat.